Dzisiejszy wpis poświęcę kuchni kanaryjskiej, która jest jedną z moich ulubionych. Za każdym razem gdy odwiedzam Wyspy odkrywam ją na nowo. Kuchnia kanaryjska może nie jest zbyt wyrafinowana i charakteryzuje się raczej prostotą, ale jest bardzo smaczna i zdrowa.

Opiera się ona głownie na rybach i owocach morza, ale i mięsożercy znajdą tutaj coś dla siebie. Ciekawostką jest to, że kuchnia ta w dużej mierze bazuje na kuchni Ameryki Południowej, co może być dodatkowym przeżyciem kulinarnym. Jestem zachwycona również kanaryjskimi owocami, tutejsze ananasy, papaje, pomarańcze czy winogrona są niezwykle dobre i soczyste, co może być spowodowane tym, że słońce świeci tutaj niemal przez cały rok. Banany z La Palmy natomiast nie mają sobie równych. Ubolewam nad faktem, że nie można kupić ich nigdzie na kontynencie. Niestety normy unijne są bezwzględne - banany z La Palmy nie mają odpowiedniej krzywizny.

Ze względu na bogactwo oceanu w restauracjach możemy skosztować przeróżnych gatunków ryb. Do moich faworytów należą Wrakoń (Cherne), Pagrus (bocinegro), Bacalao (dorsz) oraz znane wszystkim Sardynki (Sardinas). Również owoce morza smakują tutaj najlepiej. Pamiętam, gdy podczas mojego pierwszego pobytu na archipelagu, odwiedziliśmy restauracje w miejscowości El Golfo na Lanzarote, moja ekscytacja sięgnęła zenitu gdy podano nam półmiski pełne świeżych ryb i owoców morza. Przyznam Wam szczerze, że nigdy nie jadłam lepszych. Moimi ulubionymi owocami morza są kalmary (calamares) oraz inne rodzaje kałamarnic (chipirones, chopitos). Podczas ostatniego naszego pobytu na Teneryfie zakochałam się w ośmiornicy przyrządzonej na sposób galicyjski (Pulpo a la gallega), polecam to danie każdemu, kto planuje spędzić urlop na Wyspach Kanaryjskich.

Idealnymi dodatkami do ryb i owoców morza są ziemniaki gotowane w łupinach z solą morską na parze ( papas arrugadas) oraz bardzo aromatyczne sosy mojo rojo (na bazie ostrej papryki) oraz mojo verde ( z listków kolendry). Innym specjałem kanaryjskim jest dość kontrowersyjne Gofio, jest to mąka z ziaren zbóż lub kukurydzy , które są prażone przed zmieleniem. Ma ona bardzo specyficzny smak przez co, ma zarówno zwolenników i przeciwników. Kanaryjczycy jedzą gofio w przeróżnych postaciach, najczęściej w deserach. Ja osobiście nie przepadam za gofio i jej specyficznym smakiem. Odnoszę wrażenie, że Kanaryjczycy spożywają bardzo dużo zup. Najpopularniejszą zupą, która miałam okazję jeść w górach na Gran Canarii jest zupa o niezbyt zachęcającej nazwie Ropa Vieja czyli stare ubrania, jest to gęsta i sycąca zupa składająca się głównie z rozdrobnionego mięsa, fasoli i ziemniaków. W mojej ocenie jest zbyt ciężka jak na kanaryjski klimat, wolę jednak wakacyjne, orzeźwiające gazpacho czy sanmorejo. Do innych znanych zup należą, potaje de berros czyli zupa z rukwii wodnej oraz rancho canario, rosołek z kluseczkami.

Tak jak w całej kontynentalnej Hiszpanii w restauracjach możemy zamówić tapas, czyli niewielkie przystawki. Najczęściej podawane są sery (queso), te z Fuerteventury są niezwykle pyszne i słynne na całym świecie, kiełbaski (chorizo) szynka (jamon serrano) oraz smażone zielone papryczki (pimientos de padron). Jeżeli chodzi o mięsa to często w restauracjach możemy zamówić królika (np. conejo al vinagre) czy coś dla miłośników tradycyjnej kuchni czyli Croquetas, nie są one jednak podobne do naszych krokietów. Croquetas możemy zamówić z przeróżnymi dodatkami od wyżej wspomnianego mięsa po tuńczyka, szpinak czy grzyby. Każdy z Wysp Kanaryjskich może poszczycić się swoimi lokalnymi specjałami. Dla przykładu specjalnością Lanzarote jest wyżej wymieniony królik w winie, natomiast będąc na Teneryfie obowiązkowym ,,must eat” jest carne fiesta, czyli kawałki wieprzowiny duszone w winie z ostrą papryką i czosnkiem. Słodkości kolejny temat rzeka, na Teneryfie skosztujemy wyśmienitych miodów, ten z Teide powstaje na wysokości 1500 m.

Ponadto możemy zjeść moje ulubione, znane w całej Hiszpanii churros czy tradycyjny Flan serowy (Flan de queso ) lub Flan czekoladowy (flan de choco). Nie miałam jeszcze okazji spróbować latynoskiego odpowiednika hamburgera zwanego Arepa, jest to kukurydziana bułka, do której dodatkiem może być dosłownie wszystko mięso, owoce morza, ser czy grzyby. Wszystko jednak przede mną, biorąc pod uwagę, że zamierzam coraz więcej czasu spędzać na archipelagu. Do popicia tych wszystkich smakołyków polecam nieocenioną w upalne dni i wieczory sangrię czy tinto de verano (wino z lemoniadą).

Reasumując myślę, że każdy z Was odnajdzie swoje smaki i znajdzie coś dla siebie w kuchni kanaryjskiej. Sporządzając ten wpis siedzę przy biurku, jest północ ale myślami jestem w jednej z restauracji w Los Abrigos na Teneryfie, gdzie ostatnio jadłam obłędne owoce morza. Odliczam dni do kolejnego wyjazdu.

Adios! :)